....czyli zobaczymy co z tego będzie. Opis trudnych początków biegania metodą Gallowaya.
Blog > Komentarze do wpisu

Co uświadomił mi Scott Jurek

Zasada jest prosta i surowa: biegnij, aż już nie będziesz mógł. A potem pobiegnij jeszcze trochę. Znajdź nowe źródło energii i woli. I biegnij jeszcze szybciej.

Kilka dni temu, gdy już poczułam się lepiej, a po przeziębieniu zostało wspomnienie w postaci jeszcze trochę zatkanego nosa, postanowiłam powrócić do żywych, czyli wznowić jaką taką aktywność fizyczną. Na pierwszy ogień poszedł rower, bo wydawało mi się, że rekreacyjna jazda na rowerze jest mniej męcząca niż bieganie. Z mężem i synem postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę do Tyńca i przy okazji zwiedzić klasztor. Pogoda dobra, chłodno, ale słonecznie, do przejechania niecałe 20 kilometrów. Niby wszystko w porządku, ale nie do końca.

Po przyjeździe do domu i zejściu z rowera prawie nie mogłam ustać na nogach. Ból ud i kolan był okropny. Dały mi się we znaki podjazdy pod Tyńcem. Ostatni raz na rowerze byłam miesiąc temu, w ogóle rzadko jeżdżę, nogi nie są przyzwyczajone. Ból mięśni ustał po godzinie, ale ból kolan pozostał. Położyłam się do łóżka wcześniej. Posmarowałam kolana świeżo zakupionym w Tyńcu olejkiem do masażu  Brata Grzegorza (gdy go kupowałam, nie sadziłam, że od razu mi się przyda i nie sądziłam, że tak rewelacyjnie zadziała, na drugi dzień nie było śladu po bólu) i sięgnęłam po "Jedz i biegaj" Scotta Jurka.

Jęcząc z bólu coraz bardziej zagłębiałam się w pasjonującej lekturze. Nie będę dokładnie opisywać jak dobrze się ją czyta, jakie fajne przepisy kulinarne podaje autor i jak ciekawie opisuje swoje dzieciństwo. Nie o tym teraz będzie mowa. Już z pierwszych kart książki bombardowała mnie informacja: bieganie to ból i lepiej żebym była na to fizycznie i psychicznie przygotowana. A przecież zawsze instynktownie i podświadomie unikałam bólu i zmęczenia...

Oczywiście, że można biegać rekreacyjnie, dla przyjemności, tuż na graniczy zmęczenia. Takie bieganie zapewne przyniesie nam dobre samopoczucie i zdrowie, ale nie da zadowalających postępów, nie będziemy coraz wytrzymalsi i coraz szybsi, a w większości przypadków o to nam przecież chodzi. Żeby nasze mięśnie "wskoczyły" na kolejny poziom wytrenowania musimy je zmęczyć tak, aby doszło do mikro urazów, które zostaną odbudowane z nadwyżką w fazie regeneracji, czyli pomiędzy treningami, a potem znowu trzeba przesunąć granicę naszej wytrzymałości troszkę dalej i dalej.

I nie ma znaczenia czy to jest ból ultramaratończyka, który przekracza właśnie możliwości swojego organizmu na sto pięćdziesiątym kilometrze czy ból początkującego, którego siódmy kilometr wita zadyszką i bólem niewytrenowanych mięśni, a bieg na dziesięć kilometrów jawi mu się jako odległy dystans ultra. Każdy bowiem ma jakiś swój próg do przekroczenia, jakiś własny ból do pokonania.

Każdy z nas ma w sobie dość siły, by podjąć próbę zrobienia czegoś, o czym sam nie wie, czy zdoła to osiągnąć. Może to być przebiegnięcie mili, udział w biegu na dziesięć kilometrów, albo na sto mil. Może to być zmiana zawodu, schudnięcie o dwa kilo, wyznanie komuś miłości...

Do tej pory miałam mieszane uczucia związane z moim bieganiem. Bo przecież biegam już trochę, a ciągle się męczę, ciągle coś boli, nadal zadyszka. Scott Jurek, zwany królem bólu uświadomił mi, że to normalne, że tak ma być jeśli się chce iść do przodu i być choć ciut lepszym, biec ciut dalej, odrobinę szybciej każdego dnia. Wciąż trzeba ten swój próg przekraczać, w pocie i bólu. Do bólu i zmęczenia trzeba przywyknąć, żeby móc się rozwijać trzeba je zaakceptować.

Ból się lekceważy, przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza...

...Wiem, że wybrałem sport najeżony długimi okresami bólu.

Albo jak powiedział kolega Scotta Jurka:

Nie każdy ból jest istotny.

Świadomość, że inni też tak mają, może nie jest wielkim pocieszeniem dla mnie, ale daje mi poczucie, że nie jestem inna, że tak ma być. Były już momenty, że byłam o krok od rezygnacji, pomyślałam, że się nie uda, że nie dotrwam do takiego dnia, w którym nie będę zmęczona po treningu, kiedy bieganie będzie dla mnie łatwe. Teraz wiem, że takiego dnia faktycznie nie będzie, ale też wiem, że właśnie tak ma być jeśli mam iść do przodu.

Na drugim końcu barykady jest z kolei nasz instynkt samozachowawczy, który każe nam oszczędzać energię i unikać bólu, nawet podświadomie. Chcąc więc odnosić sukcesy musimy czasami działać wbrew naszej ludzkiej naturze, albo... trzeba lubić to uczucie. Czasami się zastanawiam czy aby efektywnie pracować nad sobą, bić własne rekordy i robić postępy nie trzeba mieć w sobie odrobinę masochisty?

...W błocie i mchu znalazłem ból, którego szukałem, ale chciałem jeszcze...

.... kiedy już poznałem satysfakcję, jaką daje ból, pragnąłem czuć go więcej....

 

sobota, 06 października 2012, 3chani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
slyvvia
2012/10/07 07:20:37
Z każdej strony atakuje mnie ta książka. Sięgnę po nią jak najszybciej, bo ciekawie się zapowiada :)
-
3chani
2012/10/07 09:44:57
Zrób to koniecznie :) Książka zainspiruje zarówno biegacza jak i osobę pragnącą dbać o zdrowie i zdrowo się odżywiać. Ale przyznam, że prezentuje bardzo ekstremalne sytuacje :)
-
Gość: Gurmetka, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/10/10 18:48:06
fajnie napisane, koooooniecznie chce miec tą książkę!! dlaczego jeszcze jej nie zamówiłam?
-
3chani
2012/10/13 19:35:49
A mnie się marzy autograf autora, ale do Poznania raczej nie pojadę ;(


Skrzynka pocztowa Napisz :)


A U MNIE DZIŚ TAK: -------