....czyli zobaczymy co z tego będzie. Opis trudnych początków biegania metodą Gallowaya.
Blog > Komentarze do wpisu

XXIII Nocny Bieg Solidarności w Rzeszowie

 

...czyli mój biegowy debiut

W Rzeszowie to 23 a dla mnie pierwszy w życiu bieg uliczny. Dzień pod obudziłam się nadal padnięta po dziesięciogodzinnej eskapadzie do Rzeszowa i powrocie do domu o pierwszej w nocy, padnięta ale szczęśliwa, jako że w końcu udało mi się  zainaugurować moje bieganie uliczne i oficjalnie wejść w świat biegaczy. Nic to, że trochę może za wcześnie, nic to że trochę może pechowo. I tak jestem zadowolona.

W prawie trzygodzinną podróż do Rzeszowa wybrałam się razem z mężem. Wyjechaliśmy na tyle wcześnie by jeszcze na miejscu zrobić sobie małe pasta party i dwie godziny przed biegiem zjeść obowiązkowe spaghetti. Któż miał przewidzieć, że w Rzeszowie na zwykły makaron z sosem czeka się prawie godzinę? Ja na szczęście przezornie zrezygnowałam z jedzenia a mój małżonek niestety biegł z żołądkiem pełnym kluchów i piwa ;) Ja i tak nie mogłabym jeść, tak się denerwowałam od rana, że żołądek płatał mi psikusy i musiałam się faszerować różnymi prochami.

Przed biegiem miała być adrenalina tymczasem były tylko nogi jak z waty. Na szczęście stres trochę rozładowało spotkanie z tete. Tak się zagadaliśmy stojąc za linią startu, że dopiero fala tłumu, która gwałtownie poniosła nas do przodu była  znakiem, że bieg się rozpoczął. Tomek, pozdrawiam!

6000 metrowa trasa wiodła dookoła pięknego rzeszowskiego rynku. Należało zrobić 4 pętle. Ruszyłam uzbrojona w pulsometr, prędkościomierz i z zegarek Kalenji nastawiony na odpowiednie interwały do gallowayowania. Po kilkudziesięciu metrach zorientowałam się, że nie włączyłam zegarka, cóż włączyłam go w trakcie, przecież nie mogłam już wrócić na start. Z mojego marszo-biegania też nic nie wyszło - po prostu było mi wstyd, bo nikt inny tego nie robił, wszyscy cały czas biegli. Przez to niestety biegłam coraz bardziej zmęczona. Na trzeciej pętli złożyłam sobie solenną obietnicę, że w następnym takim biegu wezmę udział dopiero za rok lub dwa, jak będę już dużo lepiej przygotowana. Powiedziałam też sobie, że w Krynicy za tydzień będę tylko kibicem i cały czas się oglądałam czy chłopak o kulach już mnie wyprzedza czy jeszcze nie. Zresztą już na drugiej mojej pętli mijały mnie tabuny biegaczy, którzy robili ostatnie okrążenie i kończyli swój bieg, ja miałam jeszcze kawał drogi przed sobą co było strasznie deprymujące i zniechęcające. Po prostu cały czas mnie ktoś mijał!

Ostatnie okrążenie było najtrudniejsze, nie dość, że było mi ciężko, bo do mety było ciut pod górkę, to świadomość, że jestem w samym ogonku a policjanci sobie myślą, że już chętnie by się zwijali z trasy ale jeszcze jakaś baba leci, skutecznie cementowała mi nogi. No cóż, w końcu jednak dobiegłam. Okazało się że medalu już dla mnie zabrakło, co oznajmił mi miły pan ograbiając mnie z numeru startowego. Potem odlazłam w tłumie męża, który wspaniałomyślnie oddał mi swój medal i podsunął butelkę wody. Wtedy dopiero sobie przypomniałam, że po biegu należy zastopować zegarek :(

W nagrodę, a może dla pocieszenia poszliśmy jeszcze na pyszny deser. Pogoda była piękna, a ryneczek Rzeszowa bardzo urokliwy. Do domu wracaliśmy grubo po północy. Na koniec imprezy, przy wyjeździe z miasta zrobiono nam jeszcze pamiątkowe zdjęcie. Nie był to jednak komitet pożegnalny Biegu Solidarności a złośliwa budka na słupie stojąca przy szosie.

Zauważyłam, że przy relacjach z różnych biegów w dobrym tonie jest na koniec coś skrytykować (wszyscy blogerzy tak robią) więc i ja coś napisze. Gdy biegłam moje trzecie kółeczko, to większość biegaczy była już po swoim ostatnim, przekroczyli linię mety i tuż za nią odbierali medale. Ja i garstka niedobitków (chłopak o kulach, chyba 80 letni dziadek i jakieś chichrające się przez całą drogę dziewczyny) musieliśmy mocno lawirować, żeby wyminąć stojące tuż za metą grupy ludzi (w wąskiej uliczce) i przebiec jeszcze swoje ostatnie okrążenie. A wystarczyło by obsługa biegu kierowała ludzi którzy ukończyli bieg na bok, za barierki i tam rozdawała medale, albo żeby sami uczestnicy byli trochę bardziej domyślni i łaskawie zauważyli, że bieg jeszcze trwa i cieszyli się kilka metrów dalej.

Niestety wyników biegu jeszcze nie ma :( i nie wiadomo kiedy będą. Podobno zaistniały jakieś kłopoty z pomiarem. Analizując kilometrowe interwały w moim zegarku szacuję, że biegłam około 40 minut. Średnie tętno zaś miałam 180. Czyli tyle co według wzoru powinno wynosić moje tętno maksymalne!

Tym miłym akcentem chciałam zakończyć relację z mojego najpierwszego biegu ulicznego :)

Gdyby ktoś mnie teraz zapytał czym jest dla mnie bieganie to nie odpowiedziałabym, że przygodą, frajdą, odpoczynkiem i relaksem. Dla mnie to trudne przełamywanie barier i własnych słabości. I uwierzcie, daje  to cholerną satysfakcję.

 

 




poniedziałek, 03 września 2012, 3chani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
tatametal
2012/09/03 14:19:19
Gratuluję i zazdroszczę. Ja sam nie mogę się doczekać pierwszego wyczynu tego kalibru.
-
Gość: Ala się ściga, *.dynamic.chello.pl
2012/09/03 14:57:57
Pierwsze koty za płoty, teraz będzie już tylko lepiej :) Co do Krynicy, pewnie jeszcze zmienisz zdanie nie raz w ciągu tego tygodnia - być tam i nie pobiec? Przecież póki co nie biegamy dla chwały i wyników, tylko dla siebie :)
-
zadziorna86
2012/09/03 14:57:59
Beato, pierwsze koty za płoty. Gratukacje ukoncznenia. Pokonania swoich słabosci i walki do końca! Kiedy kolejny start?
-
3chani
2012/09/03 18:18:02
tatametal, wyczyn powiadasz, dzięki wielkie :)
Ala, też mam nadzieję, że teraz będzie lepiej no i z górki, szczególnie jeśli się jednak na tą Krynicę zdecyduję :)
zadziorna86, Krynica na 10 km już opłacona i noclegi na cały weekend zarezerwowane, ale ja wciąż się łamię.
-
2012/09/03 18:38:38
Beatko bardzo dziękuję:) Cieszę się, że mogłem Was poznać:) Żałuję tylko, że nie mogłem dłużej pogadać z tak sympatycznymi ludźmi:) Myślałem może uda mi się Was znaleźć po biegu? Nawet cały czas paradowałem w klubowej koszulce hi,hi.. Pozdrawiam serdecznie i gratuluję:) z każdym startem będzie lepiej:)
-
3chani
2012/09/03 20:01:54
Nam też było bardzo miło Ciebie poznać i pogadać choć chwilę w realu. Po biegu poszliśmy na kawę i ciacho :) Myślę, że jeszcze wiele razy spotkamy się na podobnych biegach :)
-
Gość: Bo, *.rzeszow.vectranet.pl
2012/09/03 21:28:58
Gratulacje! Mam nadzieję, że mimo tych zgrzytów organizacyjnych jednak miło będziesz wspominać Rzeszów oraz swój biegowy debiut (ostatnia minuta www.tvp.pl/rzeszow/informacja/aktualnosci/wideo/209/8419694 ). W końcu się udało, przebiegłaś, jesteś wielka, a tak w ogóle to teraz będzie już z górki ;) I żaden foch, że nie startujesz w Krynicy!
-
3chani
2012/09/03 22:01:16
Jasne że było bardzo przyjemnie! O drobnych niedociągnięciach po czasie się zapomina i zostają tylko te miłe wspomnienia. O! Widzę że tete miał swoje 5 minut w telewizji :)
-
samozdrowie24
2012/09/03 22:07:52
naprawdę niezłe!
-
doogi
2012/09/03 23:46:54
dobrze poszło, czyli w Krynicy będzie jeszcze lepiej bo musi być przecież progres w bieganiu i na bank nie będziesz ostatnia tylko że przegrasz zakład o piwko :)
powodzenia
-
Gość: Mals_running, *.cc
2012/09/04 11:20:20
Gratulacje!!!!!!!!!!!! Pierwsze koty za płoty!!! :) Najważniejsze że dałaś radę! Teraz będzie już tylko lepiej z każdym biegiem lepiej. :))) Trzymam kciuki za dalsze wygrywanie z własnymi słabościami! :)))
-
3chani
2012/09/04 12:30:42
somozdrowie, dzięki :)
doogi, jeszcze się okaże kto komu to piwko ;)
Mals_running, dzięki, właśnie gdzieś wyczytałam, że nieważny jest wynik i tak byłam lepsza od tych co zostali w domu ;)
-
2012/09/04 15:02:17
Beata święte słowa;) tak trzymaj!!
-
Gość: Paweł, *.dynamic.chello.pl
2012/09/04 21:19:42
Gratulacje! Ja też w ten weekend zaliczyłem swój pierwszy bieg. 40 min na 6 km to wcale nie taki słaby czas, no i... teraz z każdym kolejnym biegiem powinno już być tylko lepiej :)
-
3chani
2012/09/04 22:15:41
Paweł, a w jakim biegu startowałeś?
-
Gość: Paweł, *.dynamic.chello.pl
2012/09/04 23:15:55
Startowałem w biegu organizowanym na... Torze Wyścigów Konnych - www.wielkaursynowska.pl (5km) W październiku pobięgnę jeszcze w Biegnij Warszawo.
-
3chani
2012/09/04 23:17:21
Bardzo mało jest biegów na 5 km, a szkoda...
-
Gość: Kasia, *.dynamic.chello.pl
2012/09/05 12:04:13
Szkoda, że takie mieszane odczucia z tego biegu... Ale najważniejsze jest pozytywne - walka, ukończenie, satysfakcja. Gratuluję! :)
-
Gość: Paryska88, *.dynamic.chello.pl
2012/09/05 12:44:32
Najważniejsze, że ukończyłaś bieg, a za rok będziesz na pewno bardziej zadowolona:)
Ja i tak Cię podziwiam, że wzięłaś w takiej imprezie udział, ja bym nie miała odwagi:)
-
3chani
2012/09/05 12:56:02
Kasia, ano szkoda troszkę, szczególnie że nie ma tych wyników, bo cała reszta raczej była na plus :) Na szczęście to tylko drobiazgi i tak naprawdę to w bieganiu co innego się bardziej liczy :)
Paryska88, sama teraz nie wiem co mi odbiło, że tak szybko zapisałam się na te imprezy biegowe. Ale czasami trzeba sobie powiedzieć "raz kozie śmierć" i zrobić coś takiego :) W zasadzie nic się nie traci w razie niepowodzenia (nieukończenia biegu) a przy odrobinie szczęścia można wiele zyskać (np satysfakcję). Na pewno w przyszłym roku znów pojadę do Rzeszowa :)
-
slyvvia
2012/09/05 21:55:43
Serdecznie gratuluję debiutu :)
-
3chani
2012/09/06 09:27:34
Slyvvia, dziękuję :)
-
Gość: ala.kaczka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/09/09 16:53:56
kochana! czytałam twoje wrażenia, jakbym czytała moje własne z tego samego biegu- też tam byłam i to też był mój pierwszy bieg, dobiegłam 29 i byłam z siebie niesamowicie dumna... tobie też gratuluję. Ja biegam metodą Skarżyńskiego. tobie tez polecam. Jakbyś chciała, chętnie będę w kontakcie!
-
3chani
2012/09/10 09:09:15
ala.kaczka, nie słyszałam o tej metodzie. Chętnie dowiem się czegoś więcej, jeśli więc możesz to napisz :)


Skrzynka pocztowa Napisz :)


A U MNIE DZIŚ TAK: -------