....czyli zobaczymy co z tego będzie. Opis trudnych początków biegania metodą Gallowaya.
Blog > Komentarze do wpisu

Festiwal Biegowy w Krynicy, 2012

...czyli nie tak to sobie wszystko zaplanowałam

Jak to się mówiło? Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga powiedz mu o swoich planach?

Do Krynicy pojechałam z mężem, żeby pobiec na 10 km. Godzinę przed tym biegiem rozgrywał się bieg kobiet na dystansie 1 kilometra. Wstępnie też planowałam w nim wystartować ale jakoś później sobie o tym zapomniałam. Jak zapowiadali ten bieg, w ostatniej chwili mąż mnie wypchnął na start, zaskoczoną i jeszcze nie rozgrzaną. Bo przecież się zapisałam ;) No to pobiegłam, szybciej niż zazwyczaj biegam, bo dystans krótszy. Na tyle szybko żeby od razu złapać kolkę. Do biegu na 10 km była jeszcze godzina przerwy, miałam nadzieję, że wszystko będzie ok. Niestety już na pierwszym kilometrze kolka wróciła i z czasem nasilała się. Z bólem serca (i brzucha) zeszłam z trasy, bo wiedziałam, że teraz to już na pewno nie dam rady. Dodam, że ta kolka trzymała mnie do wieczora i sprawiała kłopot nawet przy szybkim marszu :(

Cóż, nie wszystko zawsze układa się tak jak byśmy sobie tego życzyli. Mimo to, z perspektywy czasu myślę, że może i dobrze się stało. Do biegu na dychę byłam jeszcze totalnie nieprzygotowana. Przez ostatni tydzień strasznie się denerwowałam z powodu tego biegu - niepotrzebnie. Przecież bieganie ma mi sprawiać radość, to ma być odprężenie, odskocznia od codziennych stresów, to ma być fun! Muszę z większą pokorą podejść do treningów, tu nie ma drogi na skróty, tu trzeba swoje "odbiegać" Doszłam do wniosku, że na dyszkę będę gotowa może już na wiosnę, a jeśli nie to zadebiutuję za rok, znów w Krynicy, bo na pewno tam wrócę!

Mimo, że nie wszystko poszło po mojej myśli wyjazd uważam za bardzo udany. Spędziłam cudowny weekend z mężem, bez dzieciaków, bez obowiązków, w pięknym otoczeniu :) Byliśmy na kilku interesujących wykładach, zrobiliśmy małe sportowe zakupy na targach. Festiwalowa atmosfera bardzo nam się udzieliła i teraz jeszcze bardziej chce się biegać. Widok wracających maratończyków i ultramaratończyków niesamowicie krzepił i dodawał sił, cały smutek z powodu nieudanego biegu gdzieś prysnął.

No i najważniejsze -  mój mąż pobił o kilka minut swoją życiówkę (w końcu to jest życiowa dziesiątka Taurona) i ukończył bieg z czasem 47:02. Jestem z niego strasznie dumna! A i ja medal mam, z biegu kobiet, więc może i dobrze, że w nim pobiegłam ;)

A co teraz? Oddycham z ulgą, nie czekają mnie już w najbliższym czasie żadne zawody, będę sobie więc pomykać powolutku, bez napinki, bez stresu, że muszę szybciej i dalej. Mam czas. Uff.

 

poniedziałek, 10 września 2012, 3chani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: alasiesciga, 89.70.123.*
2012/09/10 13:49:32
Mnie ostatnio podłamał nieudany trening (miała być moc, a był ból, żeby dobiec do domu) i podobnie jak Ty musiałam sobie przypomnieć, że przecież biegam dla przyjemności, nie potrzebuje kolejnego obowiązku. Następnego dnia było lepiej :)
-
Gość: Mateusz, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/09/10 14:28:32
W pierwszej chwili myślałem, że wybrałaś się na Bieg 7 Dolin ;)

Przyjemności!
-
zadziorna86
2012/09/10 15:35:22
Ktoś kiedyś powiedział "Gdy człowiek zmierza ku swojemu przeznaczeniu, często musi zmienić kierunek,lecz nikt nie może tracić z oczu tego , czego pragnie. Nawet kiedy przychodzą chwile ,gdy zdaje się,ze świat i inni są silniejsi. Sekret tkwi w tym by sie nie poddać". Połowa planu zostala wykonana, medal przywieziony- za to gratulacje .Na 10 km jeszcze przyjdzie czas a teraz ważne wrocic do BBL czyli biegam bo lubię bez napinki ;)
-
3chani
2012/09/10 16:09:02
alasiesciga, dobrze, że się w porę opamiętałam, bo ja mam tak, że jak już coś zaczyna być właśnie obowiązkiem to szybko mi się nudzi, a nie chciałabym, żeby z bieganiem tak było.
Mateusz, taaa, chyba w następnym wcieleniu :)
zadziorna86, problem polegał na tym, ze mój plan był nieprzemyślany i mało realistyczny. Taka już jestem, jak na początku napisałam, chciałaby mieć wszystko już, tu i teraz. A z bieganiem tak się nie da, przynajmniej nie w moim przypadku. I mam nadzieję, że jest tak jak napisałaś, że to tylko chwilowa zmiana kierunku lub może mały przystanek na trasie do celu :)
-
Gość: Paweł, 89.67.151.*
2012/09/11 12:24:26
Z tym "spinaniem się" mam podobnie. Zacząłem biegać w lipcu, dla przyjemności. Pierwsze trzy tygodnie udręka, po miesiącu zaczęło mi się biegać lżej, całkiem przyjemnie. Jak to poczułem, zacząłem biagać szybciej, częściej - w efekcie znowu zmęczenie i bóle mięśni. Za miesiąc mój pierwszy bieg na 10 km i mam nadzieję, że do tego czasu trochę odpuszczę :)

Do wiosny na pewno dasz radę okiełznać te 10 km, zresztą... w przyszłym roku pewnie i pierwszy półmaraton pobiegniesz :) (A wynik męża rewelacyjny).
-
Gość: Kasia, 89.69.83.*
2012/09/11 12:43:01
Mądra decyzja. Ja mam do Krynicy pecha, już tam raczej nie wrócę (też o tym napisałam właśnie na blogu, przez przypadek;). Fajny wynik męża, fajny weekend - to jest to :)
-
3chani
2012/09/11 21:18:06
Kasia, nie zrażaj się do Krynicy, tam naprawdę jest fajnie, a podczas festiwalu biegowego cudowna atmosfera!
Paweł, ja też tak mam, jak kondycja mi się trochę poprawiła to zamiast biegać dalej automatycznie zaczęłam biegać szybciej (nie panuję nad tym) i nadal stoję na 3 kilometrach, na dłuższych dystansach nie czuje się jeszcze komfortowo. Wynik męża dobry zważywszy na to, że jego trenerem jest nasz pies ;) czyli treningi tak naprawdę polegają na wyprowadzaniu psa :)
-
Gość: Magdum, *.dynamic.chello.pl
2012/09/13 20:01:32
Z tym "staniem na kilometrach" to mam dziwacznie. Niby te piątki zaliczam (z marszami) ale magiczne są dla mnie 2km, po których koniec, masakra i nagle wszystko mi przeszkadza i boli: a to nogi, a to zadyszka a to kolka. Jeśli jakimś cudem nie zauważę, że to już 2km to i 5 udaje się przebiec.

A Krynicy zazdroszczę bardzo, szkoda że to tak daleko :/
-
3chani
2012/09/14 08:35:22
Magdum, bo może u Ciebie jest to kwestia psychiki głównie?
-
Gość: Artur, *.173.14.17.tesatnet.pl
2012/09/14 13:08:37
...i widzisz jaki kochany Mąż, gdyby nie to nie byłoby medalu za bieg na 1km :)
a tak serio, to nie ma co rozpaczać, trzeba przyłożyć się do treningów i pęknie dyszka że nawet nie zauważysz że już meta :)
-
3chani
2012/09/14 15:39:06
Artur, już otarłam łzy i zabieram się do roboty, a kochany mąż wczoraj wywlókł mnie na trening w czasie deszczu :)


Skrzynka pocztowa Napisz :)


A U MNIE DZIŚ TAK: -------