....czyli zobaczymy co z tego będzie. Opis trudnych początków biegania metodą Gallowaya.
Blog > Komentarze do wpisu

Diabeł tkwi w psychice

Dziś do mnie  dotarło na czym właściwie polega fenomen metody Gallowaya. Na pewno  marsz pozwala złapać oddech gdy się ma jeszcze słabą wydajność płuc. Wysokie tętno ma szansę nieco zwolnić. Mięśnie się tak nie przemęczą, zostaną dłużej sprawne, pozwolą nam pokonać dłuższy dystans. Ale przede wszystkim to zapewnienie dla naszego przerażonego mózgu: Spoko, jeszcze tylko 500 metrów i sobie odpoczniesz.

Zauważyłam, że gdy stosuję metodę marszobiegów to biegnę o wiele spokojniej, nie stresuję się (bo ja się potrafię stresować prawie wszystkim, nawet bieganiem, ten typ już tak ma). Nie myślę obsesyjnie o tym kiedy wreszcie dobiegnę do celu i odpocznę, bo cel pojawia się dokładnie co pół kilometra a dźwięk alarmu w zegarku obwieszcza koniec biegu. Oczywiście tylko na chwilkę. Po kilkudziesięciu krokach szybkiego marszu znów trzeba biec, ale to już nie jest takie straszne, bo przecież znów pobiegnę tylko chwilę.

I tak mogę oszukiwać swój niedoskonały umysł aby pozwalał biec mojemu niedoskonałemu jeszcze ciału dłużej i dłużej, tak długo jak bym chciała. Za kilka tygodni wydłużę czas biegu, marsze będą pojawiały się rzadziej. Nie wiem jednak czy zrezygnuję z nich zupełnie, nawet gdybym fizycznie dała radę to zrobić. Jestem z natury bardzo niecierpliwa i nawet gdy moje ciało stanie się bardziej wytrzymałe i zdolne biec dłużej nie wiem czy moja psychika tyle wytrzyma. Dzielenie biegu na osiągalne etapy wydaje się tu być najlepszym rozwiązaniem.

Marsz raczej nie ujmie nic z jakości mojego biegu. Nie spowolni go (bo już wolniej się nie da), dzięki niemu wypocznę i na odcinkach biegowych będę się poruszała szybciej do ostatnich kilometrów całego dystansu. Przede wszystkim jednak bieg pozostanie przyjemnością a nie czymś uciążliwym co się chce wreszcie zakończyć. Mam też taką cichą nadzieję, że za kilka tygodni, miesięcy (no, może nie lat) marsz już mi nie będzie potrzebny, bo bieg sam w sobie stanie się przyjemnością.

Dla zainteresowanych aplikacja generująca trening metodą Galloway'a. Przez aplikację tą można też zapraszać do wspólnego biegania znajomych z facebooka.

 

 

 

Aplikacja dla biegaczy

czwartek, 19 lipca 2012, 3chani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/07/19 10:13:07
Bardzo ważny wątek - większość biegaczy skarży się na kondycję, brak sił, zmęczenie, a tymczasem to w ich głowie powstaje myśl "nie dam rady". Swoją metodą przyzwyczajasz mózg do sukcesów. Ja stosuję zupełnie co innego, ale też działa. :)
-
3chani
2012/07/19 10:23:49
Psychika jest bardzo ważna, a każdy ma inny charakter i inne podejście do wysiłku fizycznego, sukcesów i porażek. Mój mąż cały czas mi powtarza, ze za dużo gadam a za mało biegam. Ale ja już taka jestem, że bez gadania w ogóle bym nie biegała, to część mojej motywacji. A jaki jest twój sposób? Zdradzisz go?
-
shiherlis
2012/07/19 11:02:51
Pozytywne nastawienie to wielka siła. Oczywiście, dzięki niemu nie zacznie się nagle biegać w tempie 4 min./km, ale kilka sekund na kazdym kilometrze można urwać.
-
3chani
2012/07/19 16:39:01
Tu nawet nie o czas chodzi. Na etapie na którym obecnie jestem pozytywne myślenie to dla mnie być albo nie być a raczej dobiec albo nie dobiec.
-
zadziorna86
2012/07/19 16:52:14
Organizm człowieka zainfekowanego bieganiem sam domaga się coraz to lepszych wyników, dla lepszego samopoczucia i w poszukiwaniu motywacji na kolejne treningi i kolejne przebyte kilometry. Psychika i jej funkcjonowanie jest tutaj bardzo ważnym elementem, gdyż to ona wypycha Nas z domu gdy tak się nie chce wyjść, powoduje, że przyspieszamy mimo braku sił oraz walczy wraz z nami, gdy na trasie dopada nas kryzys. Wiem po sowich osobistych doświadczeniach ;)
sportdasistdas.wordpress.com/2012/01/05/od-sprintera-do-%e2%80%9emaratonczyka/
-
alasiesciga
2012/07/19 17:23:08
Ja zaczynałam biegać kilka razy. Bezskutecznie, dopóki nie dostałam mp3 z krótkim programem do biegania opartym na marszobiegach właśnie. Kiedy wydawało mi się, że nie dam rady biec ani sekundy dłużej, zazwyczaj w tym samym momencie lektor odzywał się mniej więcej tak: "nie poddawaj się, dasz radę, jeszcze tylko 20 sec, przyspiesz!". Metoda szybko przyniosła rezultaty i po kilku tygodniach zrezygnowałam z marszów zupełnie. Teraz, kiedy wydaje mi się że nie dam rady mówię sobie: jeszcze tylko minuta, jeszcze tylko 300 m, jeszcze 7 latarni, tylko do zakrętu... Pomaga.
-
3chani
2012/07/19 17:49:07
Zadziorna86, u mnie to jest tak, że moja psychika desperacko domaga się coraz to lepszych rezultatów, których to mój organizm niestety jeszcze nie jest w stanie jej dostarczyć. I tu pojawia się problem z którym na razie nie potrafię sobie poradzić.

alasiesciga, masz rację, wyznaczenie sobie osiągalnego celu działa cuda. Jak wiem,ze mam jeszcze pół kilometra do przebiegnięcia i mnie czeka kilkanaście kroków marszu, to biegnę. Gdybym miała sobie teraz powiedzieć: jeszcze tylko 5 km to bym chyba padła. No ale nie tracę wiary i nadziei, że kiedyś i dla mnie 5 km to będzie tylko przebieżka na rozgrzewkę.
-
Gość: RunFan, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/07/21 21:08:35
Cieszę się, że trafiłaś na mój blog. Tobie również życzę udanego wyjazdu.

Pozdrawiam,
Mateusz - RunFan.pl

PS.
Na adres e-mail, który podałaś na moim blogu, wysłałem wiadomość.
-
3chani
2012/07/21 22:28:30
Dzięki :) A na maila odpisałam ;)


Skrzynka pocztowa Napisz :)


A U MNIE DZIŚ TAK: -------